od D. czyli to, co robię :)

Tak, nie, nie wiem, może już, zaraz, natychmiast, później. Spać, skakać, płakać, śmiać się, marudzić.
To nie wypis z karty chorego, to malutki wycinek z mojego życia. Dzień, godzina, czasem minuta.
Chaos choć najbardziej w świecie pragnęłam porządku! Stan, w którym wszystko doprowadzało mnie do łez, by po chwili śmiać się. Gonitwa myśli.
O poranku wstawałam jak nakręcona, koło południa zwalniałam, a wieczorem nie miałam siły na nic . Siadałam patrzyłam pusto przed siebie i ryczałam  - czy to wszystko może się skończyć?
To pytanie przyszło do mnie wtedy, gdy już własny cień zaczął ode mnie uciekać.
Denerwowało mnie wszystko, włącznie z własnym oddechem.
Bez ustanku szukałam powodu by krzyczeć, kłócić się - sama nie wiedząc po co. Każdy problem czy mój czy innych zostawał w moim umyśle i drążył go nie dając spać. Potem przyszła ta chwila gdy powiedziałam - STOP.  Chciałam w końcu przerwać ten stan.
I…w ostatniej chwili znów rezygnowałam.
Stare korzenienie nie chciały puścić. A co, jeśli tam, "po drugiej stronie lustra" nie będę umiała żyć?
Tu znam wszystko, mój codzienny ból istnienia jest oswojony.
A tam?
Czy faktycznie da się inaczej?

I przyszedł ten dzień, moment. Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Wiedziałam jednak, że ufam. Ufam, że to, co nadejdzie jest właśnie tym, czego chcę .
Oczyszczeniem, które niesie Spokój.

Nie było piorunów, tajemnych zaklęć. Nie rozpętała się burza, a ja nie zemdlałam w oparach czarodziejskich dymów.

Było cudownie. Ukochana lawenda z różą wypełniły przestrzeń.
Głos Katarzyny, spojrzenie, dotyk powodowały, że odpłynęłam w bezpieczną przestrzeń na zawsze zostawiając to, co tak bardzo raniło mnie na każdym kroku.
Potem patrzyłam jak powstaje moje Ja, mój obraz. Jak białe płótno pokrywa się niezliczoną ilością barw. Nie miałam potrzeby mówienia, patrzyłam , napawałam się spokojem, który wraz z ciepłym kocem otulał moje ciało. Czułam się pod nim jak w kokonie.
Wiedziałam, że kiedy opuszczę pracownię, to będzie tak jakbym przeobraziła się w motyla.

Co się zmieniło?
Spokój, wewnętrzna cisza, łagodność, patrzenie jakby z boku.
Rzeczy nieważne nie istnieją, nie zaśmiecają mojej głowy. Ważne nie wżerają się w umysł. Patrzę, słucham, odczuwam ze spokojem.
Świat można odbierać inaczej, nie dopuszczać zbyt mocno do siebie.
Może stałam się nieczuła, mniej wrażliwa? Nie, wciąż wszystko mnie dotyka, widzę i czuję ból innych, ich problemy. Pomagam. Lubię to. Nie szukam poklasku. Jednak teraz nie zabieram ich ciężaru ze sobą. Nawet kiedy się zdenerwuje lub krzyknę (czasem jeszcze mi się zdarza) to już w połowie czuję się z tym nieswojo. Nie przynosi mi to ulgi. Zaraz się wyciszam. Nie robię nic specjalnego.
Po prostu mój spokój we mnie daje mi siłę...

Cokolwiek nie napiszę nie odda w pełni tego stanu. Tego trzeba doświadczyć.

Dziękuję Katarzyno.

D.

Dziś zostawię ten wpis bez komentarza.
To nie są cuda - to tylko moje działania. Nie zawsze trzeba zabić smoka.
Czasem wystarczy spojrzeć na niego i okazuje się być dmuchaną maskotką :)



Komentarze