oczyszczanie, smużenie, kadzenie

Kiedyś kadzidło kojarzyło mi się z patyczkiem pachnącym opium, kupowanym w sklepie indyjskim. Zawsze mnie po nim bolała głowa i mdliło mnie. 
Zastanawiałam się jak to się działo, że gdy Babcia chodziła po domu przed świętami z miseczką z której się dymiło to było to takie ulotne i wzniosłe jednocześnie i robiło spokój. 
Długo szukałam tego stanu w sobie. 
Znalazłam go pierwszy raz, kiedy potrzebowałam oczyścić przestrzeń gdy robiłam inicjację Reiki. Dostałam ręcznie tworzone kadzidło bursztynowe. 
I zakochałam się w tym słodko-ostrym dymie unoszącym się na półtora metra i wiszącym tak długo pod sufitem. To mój wzrost, więc chodziłam po pracowni z głową w chmurze. To było wspaniałe. 

Niestety twórca przestał je produkować i szukałam dalej. 
To początek mojej drogi...ale wówczas obudziła się we mnie ciekawość. 



 Dziś, gdy widzę rośliny jako lśniące światło, wiem jakie będą pasowały do kompozycji którą tworzę. 
To jak układanie bukietu w stopnie. Albo jak tworzenie perfum w nuty głowy, serca i głębię. 
 Lśnienie do lśnienia. Kolor do koloru. 
 Idę przez świat, dotykam życia i zbieram do koszyka kwiaty, łodygi, nasiona. 
Układam w pudełka i czekam, aż będą gotowe. Daję im czas i spokój. 
Do tworzenia kadzideł potrzeba czasu i spokoju. 
 Jak żywica kapie z drzew w swoim najlepszym tempie, tak i kwiaty schną gdy wiatr je owiewa, a promienie słońca otulają łagodnie. 
Cisza, czas i spokój.
Gdy idę połoniną w Rodopach, między sosnami na Strandży czy na wydmach Morza Czarnego słyszę wołanie roślin.  Przyciągają mnie do siebie i już wiem, która będzie do którego kadzidła.


Uczyłam się o smużeniu od Filipinek. 
Najczarniejszych z czarnych na twarzach z najjaśniejszą duszą jaką widziałam.
One rozkładają zioła przy domach, na ziemi. 
Układają rośliny w kopczyki, jedno na drugim, harmonijnie. W środek wkładają żywice. 
Całość podpalają ogniem z ogniska domowego.


W Bułgarii Gospodyni codziennie zapala żywicę pod obrazem Świętej Osoby. Każda Gospodyni przyjmuje inną Świętą Osobę za opiekuna domu i Rodziny.  
Tworzy dla niej kapliczkę w centrum domu - kto zgadnie gdzie to jest?
I tam rozgrzewa żywicę dziękując za opiekę, ochronę i zdrowie.
Są dni w roku, kiedy Gospodyni zapala duże kadzidło na dachówce i obchodzi z nią cały dom i gospodarstwo. Wszyscy domownicy, goście i zwierzęta są okadzane.
Byty i demony są wypędzane, każdy kąt przejrzany. 
Dom oczyszczony, woda w studni uzdrowiona.

Każda Gospodyni swoją dachówkę dostaje od matki lub najstarszej kobiety w rodzie.
Dlaczego dachówka?  

Ja swoją dachówkę dostałam od Waski.
 Wielki to dla mnie zaszczyt i szczęście. 
Tym gestem zostałam przyjęta do Jej Rodu.

W następnym poście opowiem ci jak przeprowadzić rytuał oczyszczenia 
i o tym unoszący się dym jest ważny.

z miłością Katarzyna

Komentarze